Wielokrotnie czytałem, że maraton uczy pokory. Cóż, trudno się z tym nie zgodzić. Tyle że mnie nauczył przede wszystkim lepszego gospodarowania własnymi siłami, umiejętności radzenia ze sporym zmęczeniem i – co w sumie najważniejsze – dobierania optymalnej taktyki.

Debiut maratoński wiązał się u mnie ze sporym stresem, jako że zawiesiłem sobie dość wysoko poprzeczkę. W trakcie przygotowań kilkakrotnie miałem obawy, czy wyrobie się z wejściem na odpowiedni poziom i bieganie komfortowo w tempie 4.10-4.15. Jak się okazało, prędkość ta nie sprawiała mi najmniejszych problemów.

Maraton Gdańsk relacja

Dlaczego zatem ledwo udało mi się złamać 3 godziny? Odpowiedź jest dość prosta – niepotrzebnie, nieodpowiedzialnie ruszyłem do ataku na 25 kilometrze. Wcześniej biegłem w zwartej, niespodziewanie bardzo licznej grupie osób, które chciały wbiec na metę poniżej 180 minut. Biegło mi się tak komfortowo, że z łatwością przyspieszyłem.

To był błąd. Jeszcze po 10-15 kilometrach zakładałem, że przyspieszę po 30 kilometrze. Niewykluczone, że szarża nawet w tym momencie skończyłaby się dla mnie źle. Niemniej na pewno miałbym nieco więcej sił. Nie biegłbym pod wiatr samotnie. Do tego ledwo zdążyłem się rozkręcić, już spadł na mnie zimny prysznic w postaci licznych zakrętów oraz częstej zmiany nawierzchni. Nie, to mnie nie usprawiedliwia, ale mimo wszystko daje mi odpowiedź na to, dlaczego później opadłem z sił.

Jak trenowałem, żeby w debiucie złamać 3h

Stało się to bardzo późno, bo już po trudnym podbiegu, czyli mniej więcej na 38 kilometrze.Wtedy poczułem, że nie mam energii, że biegnę na oparach.

Kolejny błąd? Na 33-35 kilometrze czułem się dość pełny, na co wpływ miały trzy żele, które wziąłem na 10, 20 i 30 kilometrze. W związku z tym zrezygnowałem z czwartego, które planowałem wziąć jeszcze przed sporym podbiegiem. Cóż, źle zrobiłem, bo choć wątpię w to, że jeden żel wiele by zmienił, to możliwe, że miałbym nieco więcej energii na ostatnich 2-3 kilometrach.

Inna sprawa, że nie wypocząłem odpowiednio. Bądź co bądź w dniu startu moje nogi nie były lekkie. Czułem jeszcze zmęczenie poprzednimi tygodniami. Najwyraźniej miałem nieco szybciej zluzować, spuścić z tonu. Myślałem o tym, ale obawiałem się, że wówczas z kolei nie będę w pełni gotowy na takie tempo.

Fot. KaszubskaPoniewierka.pl