Po maratonie postanowiłem solidnie odpocząć. Ostatnie trzy miesiące były bardzo męczące, pokonałem w tym czasie ponad 1000 kilometrów. Zatem w jeden kwartał przebiegłem więcej niż w ostatnich latach. To wyjaśnia moją decyzję o dłuższej regeneracji.

Potrzebny mi był taki odpoczynek. Czuję się już znacznie lepiej i jestem gotowy na to, żeby pójść kolejny krok naprzód. Co to w praktyce oznacza? Że w najbliższych tygodniach, właściwie to miesiącach, skupię się na poprawieniu szybkości. Bez tego się zwyczajnie nie obejdzie. Z przyjemnością wystartuję w kolejnym maratonie, ale żeby go szybko pobiec, to muszę też szybko biegać 5-10 km.

Wnioski z pierwszego maratonu

Dlatego na pierwszy plan wysuwa się zupełnie inny trening niż w ostatnich miesiącach. Będą wreszcie interwały, będą treningi VO2max czy też progowe. Nie żebym uwielbiał te treningi. W końcu są one bardzo męczące – fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Zwłaszcza jestem raczej typem zawodnika, któremu znacznie lepiej idzie na zawodach.

Niemniej jednak są to niezwykle ważne jednostki, zwłaszcza jeśli spojrzy się na bieganie długofalowo. Łatwo jest się poprawiać w pierwszych miesiącach, dokładając kolejny trening czy też zwiększając liczbę pokonywanych kilometrów. Prędzej czy później wyjdą jednak ograniczenia szybkościowe. A ich granicę chciałbym przesunąć jak najdalej.

Liczę, że dzięki temu uda mi się poprawić na 5km o przynajmniej minutę. Na realizację zadania mam zamiar poświęcić kilka najbliższych miesięcy. Jesienią zobaczymy, w którym jestem miejscu. Wówczas też podejmę decyzję, czy wystartować w przyszłorocznej edycji gdańskiego maratonu.