Podsumowanie tygodnia 1-7.05


Tydzień treningów

Z poprzedniego tygodnia nie byłem zadowolony, a w tym czekały mnie dwa trudne treningi. Tym razem wyszły one nie najgorzej (zwłaszcza pierwszy), ale wciąż widzę, że są elementy, które muszę u siebie poprawić. 

WTOREK

Po dniu przerwy i odpoczynku ruszyłem lekko. Zrobiłem 8 kilometrów, ale nie byłem do końca zadowolony z tego treningu. Nie byłem w dobrej dyspozycji, o czym zresztą świadczy średnie tempo – tylko 4:56 min/km. Dlatego byłem bardzo ciekaw, jak mi pójdzie z biegiem progowym (pisałem o nim tutaj).

Bieg Progowy
W środę zrobiłem bieg progowy 2x3km. Wyszło nieźle, choć wiatr mocno utrudniał.

ŚRODA

Wprawdzie przygotowuję się do bicia życiówki na 5km, ale nie zapominam też o 10 kilometrach. Zresztą przyda się nieco urozmaicić trening, żeby ten nie był monotonny. Bieg progowy ma mi w tym pomóc. Tym razem poszło przyzwoicie. Zrobiłem 2x3km. Tempo miało być uzależnione od warunków, ale celowałem w 3:45-3:50. Pierwszy odcinek wszedł gładko, bez żadnych problemów wykręciłem 3:43. Drugi poszedł już gorzej, na co wpływ miał przede wszystkim wiatr. Wiało praktycznie cały czas i to na tyle mocno, że mnie spowalniał. O ile? Ciężko powiedzieć, ale jestem przekonany, że normalnie zmieściłbym się w założonym przedziale. Wyszło średnie tempo w 3:53.

CZWARTEK

W czwartek czułem się bardzo dobrze. Planowo zrobiłem 8 kilometrów spokojnym tempem w pierwszym zakresie. Po raz kolejny widzę u siebie, że mocny trening (ale w granicach rozsądku) sprawia, że następnego dnia idzie mi znacznie łatwiej i szybciej. Tym razem średnie tempo 4:40 min/km, czyli całkiem solidnie.

SOBOTA

W sobotę udało się zrobić trening pułapu tlenowego (VO2max, więcej o nim pisałem tutaj) z ojcem, choć każdy z nas miał inne tempo. W planie było 4×1,2km w tempie 3:30 min/km na przerwie 3,5 minuty. Biegaliśmy po stadionie, więc odcinek był dobrze wymierzony, ale jako że trwał mecz, to na ostatniej prostej musieliśmy zbiegać na czwarty, piąty tor, bo bliżej stały ławki rezerwowych.

Trening VO2max
Z treningu pułapu tlenowego nie jestem do końca zadowolony. Nie byłem do niego odpowiednio przygotowany…

Pierwszy odcinek wszedł bez najmniejszych problemów, ale… wyraźnie za szybko, bo w 4:08. To niby tylko cztery sekundy, ale już wiedziałem, że może być ciężko. Zwłaszcza że było bardzo ciepło. Przerwa w truchcie i… ruszamy. Poszło ok, choć już nieco trudniej. Pokonałem 3 okrążenia w czasie 4:10, ale czułem już pewne zmęczenie, choć nogi były lekkie.

Trzeci i czwarty odcinek poszły gorzej. Wcale nie dlatego, że nogi już nie mogły lub tętno podskoczyło zbyt wysoko (tak naprawdę tylko momentami wskakiwało powyżej 180). Zwyczajnie biegło mi się źle, głównie oddechowo, a nie chciałem za wszelką cenę robić tego 4:12 (przyspieszając na ostatnim okrążeniu. Wyszło odpowiednio 4:17 i 4:16. Dlaczego tak poszło? Byłem nieco odwodniony, a wysoka temperatura dała się we znaki. Do tego bądź co bądź za szybko wyszedł pierwszy odcinek.

NIEDZIELA

Delikatnie czułem jeszcze w nogach sobotni trening, ale biegło się przyzwoicie. Zwłaszcza jak spoglądałem na tętno. Było naprawdę ok. W planach było 10 kilometrów i tyle też zrobiłem. Średnie tempo 4:45 min/km.

 

 

PODSUMOWANIE

Zrobiłem wszystkie pięć treningów. Całość zamknęła się w nieco ponad 50 kilometrów. Zrobiłem też dwa mocne treningi (łącznie blisko 11 mocnych kilometrów), ale w pełni zadowolony z nich nie jestem. Muszę przede wszystkim dłużej spać przed ważnymi treningami, czego w tym tygodniu zabrakło.