Wiedziałem, że czeka mnie start w Biegu Papiernika w Kwidzynie, ale nie ustanowiłem nowej życiówki. Odpuściłem, bo nie było możliwości biec na maksimum możliwości. Pogoda była okrutna i podjąłem słuszną decyzję. Generalnie tydzień wyszedł przeciętny. Nie jestem z niego specjalnie zadowolony.

WTOREK

Po dniu przerwy nogi same się rwały. Biegło mi się naprawdę świetnie, a tempo również było dobre. Zrobiłem 8 kilometrów w średnim tempie 4:48 min/km. Nieźle, zwłaszcza że tętno było naprawdę niskie, a trasa wymagająca.

Tętno podczas wtorkowego treningu

ŚRODA

Tym razem miałem w planach nieco dłuższy bieg, ale wyjątkowo bez treningu siły bądź szybkości. Zatem wykonałem tylko spokojne 10 kilometrów, ale tym razem tętno było wyższe, a tempo wolniejsze. Zadania z pewnością nie ułatwiała wysoka temperatura, do której nadal próbuję się przyzwyczaić.

CZWARTEK

Ależ było gorąco. Zrobiłem rozgrzewkę (nieco ponad 2km), a już byłem bardzo mocno spocony. Pot się ze mnie lał wszędzie, a najgorsze było przede mną. Ale nie był to wyjątkowo ciężki trening – postanowiłem, że zrobię 3x1km z przerwą ok. 3-3,5 minuty. Kilometrówki wyszły równo – 3:42, 3:41, 3:43. Nie było to zabójcze tempo, ale w tym upale biegało mi się koszmarnie. A najgorsze dopiero miało nadejść…

SOBOTA

Bieg Papiernika w Kwidzynie (o tym jak rozsądek wygrał z życiówką pisałem tutaj). 30 stopni w cieniu, nie mam pojęcia ile w słońcu. W każdym razie kompletnie odpuściłem walkę o życiówkę. Nie było sensu. Być może by mi się udało, ale szczerze mówiąc – wątpię. Potraktowałem ten bieg treningowo. Właściwie wyszedł mi drugi zakres.

NIEDZIELA

Byłem u rodziny, więc trasa kompletnie inna. Początek płaski równy, a potem nawet sporo z górki. Biegnę pierwszy kilometr i widzę, że idzie w 4:25-4:30 min/km. Pomyślałem wówczas, że pewnie za szybko pędzę, ale tętno było bardzo niskie. Dopiero z czasem rosło, a tempo nieco spadło, ale wpływ na to miał profil trasy (powrót pod górkę) oraz ten diabelny upał. Jakoś lepiej biega mi się w zimnym, choć z kolei wówczas nie znoszę zakładania kilku warstw.

PODSUMOWANIE

Zrobiłem łącznie niespełna 47 kilometrów. Bardzo mało. Do tego nie wykonałem żadnego mocnego treningu – nie był nim ani drugi zakres, ani tym bardziej 3x1km. Ciężko jest mi się przestawić na obecne warunki na zewnątrz, ale mam nadzieję, że w końcu się to unormuje.