Podsumowanie tygodnia 17-23.04


Drugi zakres

W ubiegłym tygodniu głównie odpoczywałem, biegałem zaledwie dwukrotnie. To był zatem pierwszy tydzień, w którym zacząłem przygotowania pod bieg na 5 kilometrów. Plan był dość prosty – zmniejszyć kilometraż, dorzucić trochę szybkości.

WTOREK

Wtorek to zazwyczaj u mnie bardzo lekki i spokojny bieg. Nie zamierzam tego zmieniać, dlatego we wtorek zrobiłem 8 kilometrów wolno. Nie spieszyłem, a warunki były przyzwoite. Czułem jednak, że jeszcze w pełni nie doszedłem do siebie po maratonie – na podbiegach tętno rosło dość wyraźnie, choć starałem się odpowiednio zwolnić.

 

ŚRODA

W środę miałem okazję potrenować z ojcem. We dwójkę zawsze łatwiej i raźniej, a tego dnia postawiłem na ożywienie nóg. W planach było 4×400 metrów (76 sekund) przerwa 400 metrów. A jak wyszło? 71 sekund, 80 sekund, 74 sekundy, 75 sekund, 76 sekund, 75 sekund. Wyszło przyzwoicie, chociaż druga seria była za wolna, co wynikało z tego, że pierwsza poszła za szybko. Całość – ponad 12 km.

MOJE PLANY PO MARATONIE

CZWARTEK

Generalnie czułem się bardzo dobrze, ale wciąż miałem wrażenie, że wysiłek maratoński czuję gdzieś w kościach. Zresztą ma to odzwierciedlenie na treningach, bo spokojne biegi pokonuje ok. 10-30 sekund wolniej niż jeszcze niedawno. W każdym razie zrobiłem ok. 8 kilometrów, a na sam koniec zrobiłem podbiegi (6×100 metrów na przerwie 100 metrów).

SOBOTA

Wróciłem po dniu przerwy i zmierzyłem się z „10”. Zmierzyłem to właściwe określenie, ponieważ na dworze koszmarnie wiało i zdarzało się, że zwalniałem o nawet minutę na kilometr. Uznałem jednak, że nie ma co rzeźbić, bo to miał być lekki bieg (w planach miał być szybki trening, ale wolałem go przełożyć na następny dzień).

NIEDZIELA

To był ostatni trening w tym tygodniu, ale zmęczenia nie czułem. Znowu tętno nieco skakało, ale najważniejsze, że udało mi się zrobić 6×600 metrów (przerwa 2-3 minuty). Miało być w tempie 3.20 min/km, ale pierwsze dwa odcinki zacząłem zdecydowanie za szybko (po 2.50-2.55). Ogółem wyszło tak: 1:58, 1:54, 2:05, 2:01, 2:05, 1:57. Na koniec schłodzenie i koniec pierwszego tygodnia.

CZY WARTO CZĘSTO STARTOWAĆ W ZAWODACH?

PODSUMOWANIE

Ogółem zrobiłem pięć treningów, a łączny dystans to 47,8 km. Tętno nadal skakało i nadspodziewanie szybko rosło do góry, a przy tym tempo było wyraźnie wolniejsze niż przed maratonem. Niemniej jednak nie odczuwałem tego w żaden sposób podczas szybkich jednostek, co w sumie najważniejsze. Udało się zrobić 100 metrówki, 400 metrówki i 600 metrówki. To dobry początek. Muszę natomiast popracować nad dietą i wieczornym podjadaniem, bo ostatnio było tego zdecydowanie za dużo.