O starcie w maratonie zdążyłem już właściwie zapomnieć. Organizm wreszcie doszedł do siebie, więc mogłem po raz kolejny zastosować mocne środki. W tym tygodniu postawiłem na trzy różne treningi, ale każdy z nich ma sprawić, że będę biegał 5 i 10km szybciej. Poszło całkiem nieźle.

WTOREK

Po dniu przerwy czułem się naprawdę dobrze, choć warunki na dworze wciąż były dalekie od optymalnych. Nie dość, że nadal było zimno, to jeszcze – co stało się normą – wiało. Momentami dość mocno. Zrobiłem 8km, a następnie popracowałem nad szybkością. Zrobiłem 6×100 metrów, zwracając uwagę nie na tylko na prędkość, ale również na pracę bioder i nóg. Poszło solidnie, dobijałem do nawet 30km/h.

ŚRODA

Po wtorkowym treningu następnego dnia noga niosła. Wiatr był trochę lżejszy, ale za to było okropnie zimno. W każdym razem biegło mi się rewelacyjnie, co zresztą potwierdzało tętno i tempo biegu. Wyszło mi 4:44min/km przy tętnie 139, a trasa wcale nie była płaska. Gdybym od początku wiedział, że noga tak będzie podawała, to prawdopodobnie zrobiłbym wówczas mocny trening.

CZWARTEK

Zima w końcu odpuściła, a ja postanowiłem ponownie (powtórka z poprzedniego tygodnia) 2x3km progowo (więcej o tym treningu tutaj). Co prawda wiatr nadal przeszkadzał, ale był równomierny i nie aż tak mocny. Wyszło dobrze, przede wszystkim równo, chociaż sądziłem, że wejdzie mi ten trening szybciej – pierwszy odcinek w 11:24, drugi w 11:23.

SOBOTA

Pogoda była rewelacyjna. Ciepło, wreszcie mogłem wyskoczyć w krótkim stroju. Do tego lekkie podmuchy, które przyjemnie chłodziły. Niestety, brakowało czasu na mocny trening, dlatego też zrobiłem spokojnie 10km. Tętno było dość wysokie, co pokazuje dobitnie, że brak odpowiedniej dawki snu szybko wychodzi. Z jednej strony dobrze, że odpuściłem mocny trening, z drugiej niekoniecznie…

NIEDZIELA

Jeszcze zanim wyszedłem pobiegać, wiedziałem, że to będzie bardzo ciężki trening. W planie 4×1,5km VO2max (więcej o nim tutaj). Nie dość, że aż 6km potężnego wysiłku, to jeszcze upał. Ponad 20 stopni w cieniu, a w słońcu jeszcze więcej. Niestety, moja trasa niemal cały czas była odsłonięta, więc mocno grzało. Pierwsze dwa odcinki weszły znakomicie, ale na kolejnych dwóch już nie mogłem tak przyspieszyć. Zwyczajnie byłem przegrzany, wysuszony i nawet nie było gdzie się schować. Pocieszające jest to, że tętno szybko spadało – po minucie o 40-60 uderzeń.

PODSUMOWANIE

Zrobiłem łącznie ok. 48 kilometrów, z czego aż 12 bardzo mocnych. Forma stopniowo idzie w górę, co czuje po tym, że coraz mniej problemów sprawia mi tempo 3:40 min/km. Jeszcze daleko do tego, abym osiągnął swój cel, ale widzę postęp.

Nie obyło się jednak bez błędów. Powinienem być bardziej elastyczny i w środę wykorzystać sprzyjające warunki ku mocnemu bieganiu. Czułem się bardzo dobrze i powinienem już wtedy zrobić bieg progowy. Nadal jest problem ze snem – niby śpię odpowiednią liczbę godzin, ale nie czuję się odpowiednio wypoczęty.

W sobotę pierwszy start po maratonie – biegnę w Biegu Papiernika w Kwidzynie. Na ten moment nie mam jeszcze żadnego planu – może potraktuję ten bieg treningowo, choć bardzo chętnie zmierzyłbym się ze sobą i spróbował złamać 37 minut.